W wywiadzie towarzyszącym sesji aktorka opowiedziała o cieniach sławy i brzemieniu wizerunku symbolu seksu.

"Ludzie nie rozumieją pewnej rzeczy" - tłumaczyła Fox. "Uważają, że powinniśmy wszyscy się zamknąć i przestać narzekać, bo żyjemy w wielkich domach i jeździmy Bentleyami, więc nasze życie musi być idealne. Nie zdają sobie jednak sprawy, że sława to coś jak bycie ofiarą znęcania w szkole, tylko na skalę globalną. Znęcają się nad nami miliony ludzi, każdego dnia. Co do mojego statusu symbolu seksu, to czuję się z nim bezsilna, słaba. On pochłonął wszystkie pozostałe części mojej osobowości, nie dla mnie samej, ale dla ludzi, których spotykam na swojej drodze. Nie chcą wiedzieć o mnie nic więcej, bo dla nich jestem tylko obrazkiem, zdjęciem, pozą" - dodała.

Gwiazda wyjaśniła także, dlaczego usunęła tatuaż z podobizną Marilyn Monroe i dlaczego nie chce być jak Lindsay Lohan.

"Marilyn nie była silną kobietą, przypominała trochę Lindsay Lohan" - oceniła Fox. "Nie była aktorką solidną, niezawodną. Miała w sobie potencjał, który pozwoliłby jej osiągnąć każdy cel w życiu, a zmarnowała go. Nie chcę wzorować się na takiej osobie".