Wydarzenie miało miejsce 23 czerwca tuż przed godziną 23. Glen D., mieszkaniec Leicester, uderzał w pojemniki na śmieci przed swoją posesją, powodując tym samym duży hałas. Polska para mieszkająca nieopodal postanowiła wyjść na zewnątrz, aby sprawdzić, co się dzieje. Gdy 29-latek spostrzegł, że Polacy mu się przypatrują, skierował swoją agresję wobec nich.

- Zaczął krzyczeć określenia rasistowskie i kazał im wrócić do domu – relacjonował w sądzie James Bide-Thomas, prokurator. - Para nie wiedziała, co jest przyczyną agresji oskarżonego i próbowała załagodzić sprawę i uspokoić go. Wtedy Glen zaczął przeklinać i zbliżać się w ich stronę. W sprawę wmieszał się jeszcze współlokator oskarżonego, ale jego interwencja nic nie dała. Mężczyzna podszedł do Polaka i próbował uderzyć go w twarz oraz klatkę piersiową.

- Następnie rzucił w ich kierunku pokrywy od kubłów na śmieci. Wtedy do akcji chciał wkroczyć inny z okolicznych mieszkańców, którego tożsamości nie ujawniamy. Wziął z domu metalowy kij, którym próbował odstraszyć agresora, ale jeszcze bardziej go rozwścieczył. Mężczyzna wpadł w furię, poszedł do domu po nóż i kuchenną szpatułkę. Ponieważ na ulicy nie było już mieszkańca z kijem, napastnik ponownie skierował się w stronę Polaków – kontynuuje relację Bide-Thomas.

I dodaje: - Mężczyzn próbowała rozdzielić Polka, ale skończyło się na tym, że została ugodzona nożem i trafiła do szpitala z raną ciętą. Wtedy para wycofała się i uciekła do domu. Gdy na miejsce została wezwana policja, w domu zastali hiperaktywnego mężczyznę, który był w furii. To cud, że nie zranił przez ten czas swojego współlokatora. Nie wiemy jednak, co sprawiło, że wpadł w szał. Nie mogło sobie z nim poradzić kilku policjantów, których również chciał ugodzić, ale w końcu został obezwładniony i trafił do aresztu.

Obrońca 29-latka tłumaczył, że Polacy śmiali się z agresywnego mężczyzny, dlatego ten ich zaatakował. Sądu jednak ta linia obrony nie przekonała i napastnik został skazany na 16 miesięcy pozbawienia wolności. - Mamy w tej sprawie pewien paradoks – uzasadniał w mowie końcowej sędzia Simon Hammond. - Tydzień temu ten sam mężczyzna wraz z dwoma kolegami uratował z płonącego budynku starszą kobietę. To jednak nie usprawiedliwia w żadnym stopniu jego późniejszych „dokonań”.