Brytyjskie plany ograniczenia przepływu ludności w ramach Unii Europejskiej doczekały się komentarza. Tym razem głos w sprawie zabrał Martin Schulz, przewodniczący Parlamentu Europejskiego.

Pomimo nawoływań ze strony premiera Camerona do tego, by ukrócić to prawo, wysocy rangą urzędnicy unijni mówią, że jest to jedna z najważniejszych zasad Wspólnoty, która nie ulegnie zmianie. W podobnym tonie wypowiadała się niedawno jedna z komisarzy Viviane Reding.

Schulz oświadczył, że traktuje bardzo poważnie ostatnie słowa brytyjskiego premiera i z chęcią przyjrzy się dokładniej jego propozycjom, ale niektórych ustaleń nie da się zmienić. Z pewnym lekceważeniem podszedł do gróźb Zjednoczonego Królestwa zwierających zamiar opuszczenia UE jeśli nie uda się renegocjować warunków członkostwa.

Stanowisko przewodniczącego PE poparł niemal natychmiast współkoalicjant Partii Konserwatywnej, wicepremier z ugrupowania Liberalnych Demokratów, Nick Clegg. Uważa on, że zasada swobodnego ruchu nie została ustalona bez przyczyny i jest jednym z największych osiągnięć Unii.

Cameron nie jest w łatwej sytuacji, gdyż niedawno grupa 95 osób z jego partii wystosowała list, w którym domaga się dla kraju możliwości wetowania w parlamencie niektórych regulacji unijnych.

Tymczasem w niedzielę minister ds. pracy i emerytur Iain Duncan Smith oświadczył, że brytyjski rząd przy współpracy z władzami kilku innych państw członkowskich stara się wprowadzić zmiany w prawie dotyczące zasiłków dla imigrantów.

Duncan Smith poinformował, iż Wielka Brytania, Niemcy, Holandia, Finlandia oraz Włochy chcą, by nowoprzybyli do ich krajów imigranci mogli ubiegać się o zasiłki dopiero po dwóch latach pobytu.

Minister uważa, że przyjezdni najpierw powinni pokazać, że zależy im na wniesieniu wkładu w rozwój kraju, w którym osiedli, a dopiero potem otrzymają możliwość ubiegania się o świadczenia. Dostęp do zapomóg nie może być automatyczny, a zależeć musi od tego, czy władze uznają imigranta za rezydenta. Może on się stać nim po roku, czy dwóch latach obecności w naszym kraju – mówi Iain Duncan Smith.

Z ciekawą akcją mającą być odpowiedzią na ostatnie działania Camerona, wyszedł polski tygodnik „Do Rzeczy”. Pismo uczyniło z okładki swojego najnowszego numeru kartkę pocztową, którą czytelnicy mogą wyciąć, podpisać i wysłać do brytyjskiego premiera. Jest to forma protestu w związku z jego ostatnimi słowami o Polakach.

Kartka zawiera następującą treść: „Szanowny Panie Premierze, czuję się urażony wygłoszonymi przez Pana niepokojącymi i uogólniającymi wypowiedziami na temat Polaków. Oczekuję przeprosin. Z wyrazami szacunku…”. Co oczywiste, ten tekst jest także przetłumaczony na język angielski.